Moja nauczycielka fizyki ze szkoły średniej uważała za bardzo fascynujący fakt, iż po śmierci Alberta Einsteina z jego ciała wydobyto mózg a następnie poddawano go przeróżnym badaniom mającym pomóc w zrozumieniu jego geniuszu. Ja osobiście nie podzielam jej entuzjazmu. Pomijając związane z tym kontrowersje (choćby kwestię tego czy było to zgodne z wolą denata) nie do końca rozumiem motywację badaczy. Cóż by bowiem zrobiono, gdyby istotnie znaleźli coś co odróżnia mózg genialnego fizyka od mózgu sprzedawcy kalafiorów? Czy usiłowano by przeprowadzać modyfikacje ludzkiego mózgu, aby masowo produkować takich geniuszy? A może próbowano by odnajdywać potencjalnych następców Alberta na etapie badań prenatalnych powiedzmy? Nie wiem. Wydaje mi się, że chodziło bardziej o zwykłą, w pewien sposób niezdrową ciekawość połączoną być może z chęcią zdobycia naukowego rozgłosu, gdyby rzeczywiście udało się coś odnaleźć.