Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje międzyludzkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje międzyludzkie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2012

85. Pięćdziesiąt groszy.

Było późne popołudnie. Czekałem na swój autobus, gdy podszedł do mnie pewien jegomość i powiedział mniej więcej coś takiego:
"Mogę zająć chwilkę? Nie będę ściemniał. Jesteśmy z kolegą po trzydniowym piciu. Brakuje nam 2,40 do flaszki. Poratujesz?"
W kieszeni miałem akurat monetę pięćdziesięciogroszową, więc mu ją podarowałem. Oczywiście podziękował i odszedł. Pomijając to, jak powinienem się czuć wspierając jego wyniszczający nałóg, zastanawia mnie własna motywacja, która sprawiła, że sięgnąłem jednak do tej kieszeni.

środa, 22 lutego 2012

81. Oraz że cię nie opuszczę... (część 2)

Do przyczyn nieudanych małżeństw warto dopisać jeszcze jeden dość niefortunny powód ich zawierania - ciążę. Swego czasu koleżanka powiedziała mi bardzo mądre słowa. Stwierdziła, że uważa za głupie branie ślubu tylko i wyłącznie z powodu dziecka. Jeśli naprawdę nic więcej nie łączy tych dwoje ludzi, to tylko się w ten sposób skrzywdzą, a niewykluczone, że skrzywdzą i dziecko. A przecież równie dobrze mogliby się nim opiekować wspólnie (lub jedno z nich) i ułożyć sobie życie z innymi, bardziej odpowiednimi dla siebie osobami.

poniedziałek, 20 lutego 2012

80. Oraz że cię nie opuszczę... (część 1)

Z pewnym opóźnieniem pozwolę sobie napisać jeszcze coś około walentynkowego. Już jakiś czas temu, na podstawie własnych obserwacji podpartych rozlicznymi przykładami, wyrobiłem w sobie przekonanie o ogólnej nietrwałości bliskich związków między dwojgiem ludzi. Zwyczajnie powątpiewam, gdy słyszę od kogoś, że spotkał swoją wielką, jedyną w swoim rodzaju miłość i jest absolutnie pewny/a, że spędzi ze swoją "drugą połową" resztę życia. Więcej nawet. Nie tyle powątpiewam co wprost nie wierzę. Jeśli ta osoba mówi mi to pierwszy raz - uznaję zwyczajnie za mało prawdopodobne. Tym bardziej jeśli słyszę to po raz n-ty. Mógłbym przez złośliwość powiedzieć: "Poprzednio też tak mówiłeś/aś. I poprzednio, i poprzednio, i poprzednio..." Ale co mi tam. Czy to coś zmieni?

poniedziałek, 9 stycznia 2012

74. Krytyka krytyki WOŚP.

Tradycyjnie jak co roku odbył się kolejny, tym razem jubileuszowy bo XX-sty Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Niestety równie tradycyjne staje się to, że w owym okresie podnoszą się głosy krytyki uderzające w całokształt działalności Jerzego Owsiaka. Mówi się o tym, że znaczna część pieniędzy zebranych przez Fundację marnuje się, wydawana jest na nadmierną i zupełnie zbędną oprawę imprezy, trafia do kieszeni pana Owsiaka, a co najgorsze zostaje przeznaczona na organizację plugawego Przystanku Woodstock. To oczywiście nie koniec zarzutów. Ich lista jest długa i obawiam się, że te, które udało mi się wychwycić są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej.

czwartek, 5 stycznia 2012

72. Zatracanie siebie.

Dziś opowiem Wam o egoizmie. Nie tym złym egoizmie, który sprawia, że nie widzimy nic poza czubkiem własnego nosa, a innych ignorujemy lub z premedytacją krzywdzimy. Chcę powiedzieć o egoizmie, którego nie należy w sobie do końca zwalczać, wyrzekać się go. Nazwałbym to egoizmem zdroworozsądkowym. To taka nietypowa cecha, jakiej niektórym brakuje, a jest bardzo ważna, bo dzięki niej udaje nam się nie zatracić w rwącym potoku spraw codziennych tego, co mamy najważniejsze - samego siebie.

piątek, 30 grudnia 2011

69. Kowal i największe kłamstwo.

Czasami czujemy się skazani na porażkę, z przyczyn od nas niezależnych. Po przecież nie możemy wiele* zrobić z naszym wyglądem, nie możemy połknąć pigułki, która uczyni nas lotnymi intelektualnie, czy uzdolnionymi w jakiejś dziedzinie. Innym razem gdy przestaje nam się układać i popadamy w kłopoty zaczynamy szukać winnych wszędzie wokół. Pytamy samych siebie: Czemu los tak okrutnie mnie potraktował? Czemu Bóg się ode mnie odwrócił? Czemu ludzie mnie wykorzystują, bawią się moimi uczuciami? I wydaje nam się, że to wszystko nie nasza wina. Robiliśmy wszystko jak należy, byliśmy "w porządku". A jednak coś się rozsypało i zostaliśmy sami ze spiętrzonym stosem problemów do rozwiązania.Czy naprawdę tak jest? Czy rzeczywiście tak wiele aspektów naszego życia jest poza naszą kontrolą?

sobota, 24 grudnia 2011

68. Nieskładane nieżyczenia.

W okresie przedświątecznym proszę zawczasu wszystkich znajomych by odpuścili sobie i nie składali mi życzeń. W roku ubiegłym nieliczne osoby się wyłamały, głównie za sprawą tego, że nie widziały mojego opisu. Wszystko wskazuje jednak na to, że w tym roku moja małą "akcja" odniosła pełen sukces. Nikt nawet nie spróbował. Może Was dziwić moje postępowanie i dość konsekwentny sposób w jaki walczę z tą piękną tradycją, ale ja już zwyczajnie miałem tego dość. Miałem dość tego, że w Święta Bożego Narodzenia lub na krótko przed nimi ludzie zasypują mnie różnego rodzaju życzeniami, które w gruncie rzeczy nie mają żadnej wartości ani dla mnie ani dla większości z nich.

niedziela, 4 grudnia 2011

63. Podłogi piekieł.

Często wydaje nam się, że inni ludzie mają z jakiegoś powodu lepiej. Myślimy tak o sąsiadach, o rodzinie, o znajomych z pracy. Zarabiają więcej od nas, mają ładniejsze domy, są utalentowani, ich dzieci uczą się lepiej niż nasze, i tym podobne. Jeśli odnosicie wrażenie, że się powtarzam, to wyprowadzę Was z błędu - tym razem nie chodzi mi o zazdrość. Chodzi o takie zwyczajne przekonanie, że drugiemu człowiekowi żyje się lepiej niż nam. Nie musi się zmagać z takimi problemami, z jakimi zmagamy się my. Nawet jeśli mu nie zazdrościmy, to uważamy, że mamy mu czego zazdrościć, bo przecież otrzymał od losu więcej szczęścia lub mniej utrapień niż my.

czwartek, 24 listopada 2011

60. Ani żadnej rzeczy...

"Każdemu ktoś czegoś zazdrości i każdy komuś"
- Feliks Chwalibóg

Coś w tym chyba jest. Każdemu zdarza się czegoś zazdrościć drugiej osobie. Nie zawsze jest to odczucie długotrwałe. Nie zawsze jest czymś skrajnie negatywnym, co można postawić na równi z pozostałymi "grzechami głównymi". W pewnych przypadkach może przynosić nawet pozytywne efekty. Często zaś jest to taka przelotna emocja, przemijająca równie szybko jak się pojawiła. 

niedziela, 6 listopada 2011

58. Idąc cmentarną aleją.

Wszystkich Świętych. Dzień wolny od pracy, w którym zobligowani jesteśmy odwiedzać groby zmarłych bliskich, zapalać znicze, wspominać. Do tego ostatniego pewnie mniej. Dla części z nas tradycja to coś co się po prostu powtarza, niekoniecznie wiedząc dlaczego. Święto takie jak to zaś, skupia się wokół aspektu fizycznego, a więc do dbania o to, co symbolizuje tych, którzy odeszli. Myjemy pomniki, kładziemy kwiaty, palimy te nieszczęsne świeczki - symbol naszej rzekomej pamięci. Czy jednak pamiętamy? Może powinniśmy, pomijając kwestie czysto religijne, pozwolić sobie na chwilę tej zadumy. Zarówno nad tymi, których już nie ma, jak i nad nami samymi. Nad ulotnością naszego życia.

niedziela, 23 października 2011

53. Fenomen C2H5OH.

Kilka dni po studniówce. Wracam sobie do domu ze szkoły na pokładzie przeuroczego środka zbiorowego transportu. Czas wypełnia mi rozmyślanie o wszystkim i o niczym, ze wskazaniem na to pierwsze, rzecz jasna. W tym momencie zdarza się rzecz przeze mnie dość nielubiana, bowiem spotykam znajomą twarz. Czemu nielubiana? Otóż większość osób, które zdarza mi się w takich miejscach spotykać nie należy do moich ulubionych towarzyszy rozmów. Wracając jednak do tego osobnika. Z racji takich a nie innych okoliczności rozmowa zeszła na tematy rzeczonej imprezy. Po wymianie informacji na temat tego co, gdzie i kiedy, znajomy ów zainteresował się najwyraźniej samym przebiegiem imprezy. Padło fundamentalne pytanie: "Naje***eś się?" Zero zainteresowania tym jak się bawiłem, z kim byłem, jakie było jedzenie czy muzyka. Gdy zaś odpowiedziałem, że, z pewnych względów, nie wypiłem ani grama, usłyszałem jedynie pełen pogardy epitet pod swoim adresem...

poniedziałek, 3 października 2011

40. Życie w stadzie.

Gdy jesteśmy jeszcze dziećmi zaczynamy się przystosowywać do życia w społeczeństwie. Trochę nam się w tym zresztą pomaga skłaniając, a niekiedy wręcz zmuszając do nawiązywania interakcji z rówieśnikami. W piaskownicy, na podwórku, później w szkole, krok po kroku uczymy się żyć w towarzystwie innych ludzi, być częścią grupy, a raczej wielu różnych grup. W końcu człowiek jest istotą społeczną i, poza nielicznymi wyjątkami, nie czuje się komfortowo nie mając do kogo gęby otworzyć. Sam proces przystosowywania się do koegzystencji z innymi przedstawicielami naszego gatunku jest dość złożony i przebiega inaczej u każdego z nas. Indywidualizm jednostki, dzielące nas różnice sprawiają, że z jednymi dogadujemy się lepiej, z drugimi gorzej. Czy da się jednak wyciągnąć jakiś wspólny mianownik? Nie tylko dla tej "nauki życia w społeczeństwie" ale i dla stosunków międzyludzkich w ogóle?