Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawda. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 kwietnia 2012

87. Pewien rodzaj kłamstwa.

"Statystycznie ja i mój pies mamy po trzy nogi"
- autor nieznany*
"Statystyka nie kłamie. Kłamią jedynie statystycy."
- Janusz Leon Wiśniewski

Te dwie formułki (trzy, licząc z tą, którą znajdziecie na dole tego posta) mówią wiele na temat tego co sam myślę o narzędziu jakim jest statystyka. Poza tego typu ogólnymi spostrzeżeniami, chciałbym się z Wami podzielić pewną obawą. Czy nie okazuje się bowiem, że statystyka staje się w pewien sposób... niebezpieczna?

niedziela, 25 marca 2012

85. Pięćdziesiąt groszy.

Było późne popołudnie. Czekałem na swój autobus, gdy podszedł do mnie pewien jegomość i powiedział mniej więcej coś takiego:
"Mogę zająć chwilkę? Nie będę ściemniał. Jesteśmy z kolegą po trzydniowym piciu. Brakuje nam 2,40 do flaszki. Poratujesz?"
W kieszeni miałem akurat monetę pięćdziesięciogroszową, więc mu ją podarowałem. Oczywiście podziękował i odszedł. Pomijając to, jak powinienem się czuć wspierając jego wyniszczający nałóg, zastanawia mnie własna motywacja, która sprawiła, że sięgnąłem jednak do tej kieszeni.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

77. Moje niemoje poglądy.

Zastanawiam się jaka część nas - społeczeństwa - ma sprecyzowane poglądy na jakikolwiek temat. A jeśli już mamy szczęście takowe posiadać - w jakim stopniu jest to na prawdę nasze zdanie? Czy nie jest tak, że nasiąkamy opiniami płynącymi z naszego najbliższego otoczenia, z mediów, od ludzi, których uważamy za autorytety i w końcu uznajemy ich osądy, za własne? Przez cały czas wtłacza nam się pewne przekonania do głów, wkłada się słowa w usta. A jeśli pewnego dnia się nad tym zastanowimy, to może się okazać, że niewiele z tego jest "nasze".

sobota, 7 stycznia 2012

73. Dwanaście i pół złotego.

Humaniści. Dziś tym określeniem zwykło się określać ogół ludzi, głównie w wieku szkolnym, którym matematyka sprawia spore problemy i co tu dużo kryć, nie wzbudza ich sympatii. Przebijają się oni przez kolejne działy tej wspaniałej nauki uważając, że to jakiś rodzaj tortury jakiej są poddawani przez znienawidzony system oświaty. Teraz, gdy przywrócono obowiązkowy egzamin maturalny z matematyki jeszcze większe grono uczniów uznaje chyba, że chce im się utrudnić życie. Chcąc dowieść bezsensowności całego procederu, pytają czasami: "a do czego będzie mi potrzebne w życiu codziennym?". Spróbujmy odpowiedzieć.

sobota, 24 grudnia 2011

68. Nieskładane nieżyczenia.

W okresie przedświątecznym proszę zawczasu wszystkich znajomych by odpuścili sobie i nie składali mi życzeń. W roku ubiegłym nieliczne osoby się wyłamały, głównie za sprawą tego, że nie widziały mojego opisu. Wszystko wskazuje jednak na to, że w tym roku moja małą "akcja" odniosła pełen sukces. Nikt nawet nie spróbował. Może Was dziwić moje postępowanie i dość konsekwentny sposób w jaki walczę z tą piękną tradycją, ale ja już zwyczajnie miałem tego dość. Miałem dość tego, że w Święta Bożego Narodzenia lub na krótko przed nimi ludzie zasypują mnie różnego rodzaju życzeniami, które w gruncie rzeczy nie mają żadnej wartości ani dla mnie ani dla większości z nich.

środa, 7 grudnia 2011

64. Dwie kulki i armatka.

Chyba większość osób w wieku około maturalnym i nie tylko zna anegdotę o Wisławie Szymborskiej. Głosi ona, że dano kiedyś noblistce do zinterpretowania jej własny wiersz, po czym oceniono ją według klucza odpowiedzi i uzyskała jedynie 60% możliwych do zdobycia punktów. Ja słyszałem ponadto, że poetka powiedziała po tym, iż nie życzy sobie, by kiedykolwiek więcej wykorzystano jej tekst w podobnym egzaminie. Dziś natrafiłem w sieci na informację* jakoby była to tylko miejska legenda. Jednocześnie zaś inne źródło** podaje, iż w podobnym eksperymencie wziął udział Jerzy Sosnowski także mając niemały problem z rozpracowaniem własnego tekstu. Pomijając nawet autentyczność podobnych historii to, że są tak chętnie powtarzane dowodzi co najmniej jednego - panuje powszechne przekonanie, że sprawdzanie prac na podstawie klucza to delikatnie mówiąc kiepski pomysł.

wtorek, 23 sierpnia 2011

21. Nie jest najpiękniejsza.

Szkoła średnia, lekcja polskiego. Jestem odpytywany ze znajomości lektury, konkretnie "Przedwiośnia". Pech chciał, że z takich czy innych względów (najprawdopodobniej niemałą rolę odegrało zwyczajne lenistwo) przeczytałem zaledwie połowę. Jeszcze większy pech sprawił, że nie znałem odpowiedzi na zadane pytanie, choć dotyczyła tej właśnie części, która powinna być mi znana. Polonista nabrał pewnych podejrzeń i w końcu zapytał: "Czytałeś lekturę? Przyznaj uczciwie" No to przyznałem, wszak uczciwość popłaca, nie? Skutek: jedynka z wagą cztery (dla niezorientowanych: tak jak cztery jedynki). Taki był efekt nieczytania lektur i przyznawania się do tego błędu. A jaką miałem inną możliwość? Mogłem iść w zaparte i powtarzać, że lekturę czytałem, a to mi akurat wyleciało z pamięci. Gdybym się upierał wystarczająco długo, nauczyciel doszedłby do wniosku, że jest tylko jeden sposób by dowieść czy czytałem czy nie: pisemna treściówka. Na tę jednak było już za mało czasu, więc zaproponowałby mi pisanie jej na następnej lekcji. Był to piątek, a więc następny polski przypadał na poniedziałek dopiero...

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

19. Absolutnie bez znaczenia.

Trafiłem kiedyś w sieci na tego typu wyznanie pewnej dziewczyny: "Jeden chłopak powiedział mi, że mnie kocha, więc odpowiedziałem, że ja jego też, choć to nieprawda. Źle zrobiłam, nie? Trudno"* Nie bardzo wiem co odpowiedzieć, gdy się widzi, słyszy coś takiego. Można zasugerować, że pewnie nie chciałaby się znaleźć sama w podobnej sytuacji. Kto wie zresztą, może rzecz w tym, że miała już tę wątpliwą przyjemność. Wychodzi więc z założenia, że jest to poniekąd dozwolone, skoro inni tak robią. Jeśli inni nie liczą się z jej uczuciami, czemu ona miałaby się liczyć z uczuciami innych? Dziś jednak nie będę się rozwodził nad uczuciami. Zamiast tego proponuję kilka zdań o rzucaniu słów na wiatr.