Od czasu do czasu dowiaduję się, że jakaś para - czy to spośród mojej rodziny czy też bliższych lub dalszych znajomych - spodziewa się potomka. Myślę wtedy tylko o jednym i jednej jedynej rzeczy im życzę: żeby urodziło się zdrowe. Cała reszta jest zwyczajnie pierdołą. Grube czy chude, chłopiec czy dziewczynka, podobne do mamy czy do taty. Co to za różnica? Jak się człowiek naogląda tych wszystkich spotów reklamowych przeróżnych fundacji, które pomagają dzieciom skazanym na walkę z chorobą każdego dnia, to zaczyna się naprawdę rozumieć jak ważne jest zdrowie dziecka. Jak bardzo chciałoby się, by własne dziecko nie musiało przechodzić przez coś takiego. A gdy na domiar tego pomyśli się o tym, jak wiele dzieci rodzi się obecnie z różnymi strasznymi schorzeniami to można się przerazić.
O tym co widzę. O tym co myślę. O tym co mnie boli. O tym co we mnie siedzi i nie daje mi spać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 kwietnia 2012
środa, 22 lutego 2012
81. Oraz że cię nie opuszczę... (część 2)
Do przyczyn nieudanych małżeństw warto dopisać jeszcze jeden dość niefortunny powód ich zawierania - ciążę. Swego czasu koleżanka powiedziała mi bardzo mądre słowa. Stwierdziła, że uważa za głupie branie ślubu tylko i wyłącznie z powodu dziecka. Jeśli naprawdę nic więcej nie łączy tych dwoje ludzi, to tylko się w ten sposób skrzywdzą, a niewykluczone, że skrzywdzą i dziecko. A przecież równie dobrze mogliby się nim opiekować wspólnie (lub jedno z nich) i ułożyć sobie życie z innymi, bardziej odpowiednimi dla siebie osobami.
poniedziałek, 20 lutego 2012
80. Oraz że cię nie opuszczę... (część 1)
Z pewnym opóźnieniem pozwolę sobie napisać jeszcze coś około walentynkowego. Już jakiś czas temu, na podstawie własnych obserwacji podpartych rozlicznymi przykładami, wyrobiłem w sobie przekonanie o ogólnej nietrwałości bliskich związków między dwojgiem ludzi. Zwyczajnie powątpiewam, gdy słyszę od kogoś, że spotkał swoją wielką, jedyną w swoim rodzaju miłość i jest absolutnie pewny/a, że spędzi ze swoją "drugą połową" resztę życia. Więcej nawet. Nie tyle powątpiewam co wprost nie wierzę. Jeśli ta osoba mówi mi to pierwszy raz - uznaję zwyczajnie za mało prawdopodobne. Tym bardziej jeśli słyszę to po raz n-ty. Mógłbym przez złośliwość powiedzieć: "Poprzednio też tak mówiłeś/aś. I poprzednio, i poprzednio, i poprzednio..." Ale co mi tam. Czy to coś zmieni?
czwartek, 5 stycznia 2012
72. Zatracanie siebie.
Dziś opowiem Wam o egoizmie. Nie tym złym egoizmie, który sprawia, że nie widzimy nic poza czubkiem własnego nosa, a innych ignorujemy lub z premedytacją krzywdzimy. Chcę powiedzieć o egoizmie, którego nie należy w sobie do końca zwalczać, wyrzekać się go. Nazwałbym to egoizmem zdroworozsądkowym. To taka nietypowa cecha, jakiej niektórym brakuje, a jest bardzo ważna, bo dzięki niej udaje nam się nie zatracić w rwącym potoku spraw codziennych tego, co mamy najważniejsze - samego siebie.
niedziela, 6 listopada 2011
58. Idąc cmentarną aleją.
Wszystkich Świętych. Dzień wolny od pracy, w którym zobligowani jesteśmy odwiedzać groby zmarłych bliskich, zapalać znicze, wspominać. Do tego ostatniego pewnie mniej. Dla części z nas tradycja to coś co się po prostu powtarza, niekoniecznie wiedząc dlaczego. Święto takie jak to zaś, skupia się wokół aspektu fizycznego, a więc do dbania o to, co symbolizuje tych, którzy odeszli. Myjemy pomniki, kładziemy kwiaty, palimy te nieszczęsne świeczki - symbol naszej rzekomej pamięci. Czy jednak pamiętamy? Może powinniśmy, pomijając kwestie czysto religijne, pozwolić sobie na chwilę tej zadumy. Zarówno nad tymi, których już nie ma, jak i nad nami samymi. Nad ulotnością naszego życia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)