Wszystkich Świętych. Dzień wolny od pracy, w którym zobligowani jesteśmy odwiedzać groby zmarłych bliskich, zapalać znicze, wspominać. Do tego ostatniego pewnie mniej. Dla części z nas tradycja to coś co się po prostu powtarza, niekoniecznie wiedząc dlaczego. Święto takie jak to zaś, skupia się wokół aspektu fizycznego, a więc do dbania o to, co symbolizuje tych, którzy odeszli. Myjemy pomniki, kładziemy kwiaty, palimy te nieszczęsne świeczki - symbol naszej rzekomej pamięci. Czy jednak pamiętamy? Może powinniśmy, pomijając kwestie czysto religijne, pozwolić sobie na chwilę tej zadumy. Zarówno nad tymi, których już nie ma, jak i nad nami samymi. Nad ulotnością naszego życia.
O tym co widzę. O tym co myślę. O tym co mnie boli. O tym co we mnie siedzi i nie daje mi spać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemijanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemijanie. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 6 listopada 2011
środa, 10 sierpnia 2011
09. Vulnerant omnes, ultima necat.
"Wszystkie ranią, ostatnia zabija". Od początku sądziłem, że te straszliwie piękne słowa można odnieść do kobiet (wybaczcie). Po prawdzie nadal uważam, że pasują doskonale. W oryginale, ta łacińska sentencja umieszczana była na zegarach, a dotyczyła nie kobiet a godzin. Czy czas nie jest jednak czymś więcej niż niepowstrzymaną siłą wysysającą z nas życie z każdym tyknięciem zapadek i ruchem wahadła?
Subskrybuj:
Posty (Atom)