Od czasu do czasu dowiaduję się, że jakaś para - czy to spośród mojej rodziny czy też bliższych lub dalszych znajomych - spodziewa się potomka. Myślę wtedy tylko o jednym i jednej jedynej rzeczy im życzę: żeby urodziło się zdrowe. Cała reszta jest zwyczajnie pierdołą. Grube czy chude, chłopiec czy dziewczynka, podobne do mamy czy do taty. Co to za różnica? Jak się człowiek naogląda tych wszystkich spotów reklamowych przeróżnych fundacji, które pomagają dzieciom skazanym na walkę z chorobą każdego dnia, to zaczyna się naprawdę rozumieć jak ważne jest zdrowie dziecka. Jak bardzo chciałoby się, by własne dziecko nie musiało przechodzić przez coś takiego. A gdy na domiar tego pomyśli się o tym, jak wiele dzieci rodzi się obecnie z różnymi strasznymi schorzeniami to można się przerazić.
O tym co widzę. O tym co myślę. O tym co mnie boli. O tym co we mnie siedzi i nie daje mi spać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieciństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieciństwo. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 kwietnia 2012
czwartek, 22 grudnia 2011
67. Święta, Święta... No i?
Gdy myślę: „świąteczna atmosfera" - pierwsze skojarzenia dotyczą Świąt Bożego Narodzenia spędzanych z najbliższymi, czyli z moją wielopokoleniową rodziną w Kaliszu . Piękne, wzruszające i bardzo skuteczne jest w tradycji wigilijnej przebaczanie wszystkiego, co mieliśmy sobie za złe w mijającym roku. Trzeba połamać się opłatkiem, spojrzeć sobie głęboko w oczy, złożyć szczere życzenia. To skutecznie odświeża więzi, działa terapeutycznie - to czas ludzko - twórczy, nawet bardzo. Myślę, że dla rodzinnych związków, tych najbliższych człowiekowi, święta są jak kamienie milowe, bo wyznaczają etapy we wspólnej drodze przez życie... *
Mietek Szcześniak
wtorek, 25 października 2011
55. Wychowani przez maszynę.
To idiotyczne, ale czuję się czasami człowiekiem "starej daty". Gdy słyszę dumnych rodziców chwalących się tym, jak ich kilkuletnie dziecko świetnie sobie radzi z komputerem dziękuję Bogu, że urodziłem się jeszcze w latach osiemdziesiątych. Dorobiłem się takiej diabelskiej maszyny dopiero pod koniec szkoły podstawowej, kiedy już zdążyłem poznać kawałek świata, którego nie sposób tak naprawdę dostrzec przez okno monitora. Zdążyłem się na ten świat napatrzeć wystarczająco by zrozumieć, że monitor ów nigdy mi go nie zastąpi. Nie zastąpi wyobraźni, która pozwalała w dzieciństwie stać się tym, kim tylko się zapragnęło i przeżywać wspaniałe przygody bez trójwymiarowej grafiki wyświetlanej przed oczami na wielkim telewizorze. Nie zastąpi kontaktu z rówieśnikami, a przede wszystkim z samymi rodzicami.
poniedziałek, 24 października 2011
54. Jedna rocznie.
"Za trzydziewiątą rzeką"
Taki tytuł nosi książka, od której się w jakiś sposób zacząłem. Książka mojego dzieciństwa. Książka, którą czytała mi babcia gdy miałem jakieś trzy - cztery latka. Książka, przy której najpierw uczyłem się słuchać, a później, gdy zaczęło mnie fascynować w jaki sposób babcia składa literki w wyrazy, a te w zdania - nauczyłem też czytać. Może też zaszczepiła we mnie jakieś ziarenko miłości do fantastyki. Jest to bowiem zbiór siedmiu baśni, w tych zaś prawie zawsze istniał element nadprzyrodzony. Autorką książki jest pani Janina Porazińska, lecz podtytuł "Baśnie ludu polskiego" daje do zrozumienia, że czerpała z folkloru i różnego rodzaju utworów staropolskich. Przy każdej z baśni jest z resztą stosowna informacja o tym z jakiego regionu kraju pochodzi dana historia. Czy to ważne? Dla mnie tak. W jakiś sposób cieszy mnie fakt, że nie wychowałem się na braciach Grimm czy Andersenie. Oczywiście nic do nich nie mam, po prostu lubię rzeczy mniej popularne, trochę inne. I takie bardziej "nasze".*
Taki tytuł nosi książka, od której się w jakiś sposób zacząłem. Książka mojego dzieciństwa. Książka, którą czytała mi babcia gdy miałem jakieś trzy - cztery latka. Książka, przy której najpierw uczyłem się słuchać, a później, gdy zaczęło mnie fascynować w jaki sposób babcia składa literki w wyrazy, a te w zdania - nauczyłem też czytać. Może też zaszczepiła we mnie jakieś ziarenko miłości do fantastyki. Jest to bowiem zbiór siedmiu baśni, w tych zaś prawie zawsze istniał element nadprzyrodzony. Autorką książki jest pani Janina Porazińska, lecz podtytuł "Baśnie ludu polskiego" daje do zrozumienia, że czerpała z folkloru i różnego rodzaju utworów staropolskich. Przy każdej z baśni jest z resztą stosowna informacja o tym z jakiego regionu kraju pochodzi dana historia. Czy to ważne? Dla mnie tak. W jakiś sposób cieszy mnie fakt, że nie wychowałem się na braciach Grimm czy Andersenie. Oczywiście nic do nich nie mam, po prostu lubię rzeczy mniej popularne, trochę inne. I takie bardziej "nasze".*
piątek, 21 października 2011
52. Dzieci kochają Unię, Unia kocha dzieci.
"Nowa dyrektywa unijna przestrzega m.in. przed obdarowywaniem dzieci balonami, papierowymi rozwijanymi trąbkami i misiami, których nie można prać.
Dzieci, które nie ukończyły 8 lat mogą teraz dmuchać w balony tylko pod okiem rodziców, a rozwijane gwizdki będą dozwolone dopiero od 15. roku życia. Jak tłumaczą unijni urzędnicy, ustnikiem można się udławić, a balon, pękając, wystraszy dziecko.Natomiast misie i inne pluszaki muszą być zrobione z takich materiałów, by można je było prać. Te wypchane trocinami zostały uznane przez urzędników UE za prawdziwe bomby biologiczne."
Dzieci, które nie ukończyły 8 lat mogą teraz dmuchać w balony tylko pod okiem rodziców, a rozwijane gwizdki będą dozwolone dopiero od 15. roku życia. Jak tłumaczą unijni urzędnicy, ustnikiem można się udławić, a balon, pękając, wystraszy dziecko.Natomiast misie i inne pluszaki muszą być zrobione z takich materiałów, by można je było prać. Te wypchane trocinami zostały uznane przez urzędników UE za prawdziwe bomby biologiczne."
źródło: Rzeczpospolita
piątek, 14 października 2011
48. Oświaty kaganiec.
Dziś w porannym autobusie czy tramwaju dostrzec można było o wiele mniej młodzieży szkolnej niż zwykle. A jeśli już się jakaś duszyczka zabłąkała to ubrana jakoś odświętnie, "galowo". I uśmiech na twarzy szerszy niż zwykle o poranku. Ci "szczęśliwcy" jadą tylko na ślubowanie, podczas gdy ich koleżanki i koledzy ze starszych klas mają dzień wolny. Mamy oto bowiem święto państwowe popularnie zwane nadal Dniem Nauczyciela, a faktycznie od 1982 roku będące Dniem Edukacji Narodowej. Święto upamiętnia powstanie Komisji Edukacji Narodowej utworzonej na mocy uchwały Sejmu Rozbiorowego z 14 października 1773 roku. Czym zaś była owa KEN? Otóż była to organizacja, która po rozwiązaniu zakonu jezuitów we wspomnianym roku przejęła nadzór nad edukacją w Rzeczpospolitej. Było to pierwsze w Polsce, a jedno z pierwszych w Europie ministerstwo oświaty publicznej.
czwartek, 18 sierpnia 2011
15. Zejdźmy na psy.
Media regularnie serwują nam serie opisów i ilustracji ludzkich tragedii. Morderstwa, gwałty, przemoc w każdej postaci. A wszystko to nie na liniach frontu, nie na tle porachunków mafii, nie w ciemnym zaułku kraju trzeciego świata. Takie rzeczy dzieją się zaraz obok. W biały dzień, zarówno w "dobrych" jak i "złych" domach. I co najgorsze - bardzo często w obrębie podstawowej komórki społecznej - rodziny. Co takiego dzieje się z ludźmi, że dopuszczają się takich czynów? Może to kwestia wyjątkowo paskudnych czasów, w których przyszło nam żyć. A może problem istnieje już od dawna tylko informacje nie obiegały świata tak szybko jak teraz? Tak czy inaczej trzeba przyznać, że zjawisko istnieje, a każde takie doniesienie napełnia "normalnych ludzi" przerażeniem. W każdym bądź razie powinno...
Subskrybuj:
Posty (Atom)