"Za trzydziewiątą rzeką"
Taki tytuł nosi książka, od której się w jakiś sposób zacząłem. Książka mojego dzieciństwa. Książka, którą czytała mi babcia gdy miałem jakieś trzy - cztery latka. Książka, przy której najpierw uczyłem się słuchać, a później, gdy zaczęło mnie fascynować w jaki sposób babcia składa literki w wyrazy, a te w zdania - nauczyłem też czytać. Może też zaszczepiła we mnie jakieś ziarenko miłości do fantastyki. Jest to bowiem zbiór siedmiu baśni, w tych zaś prawie zawsze istniał element nadprzyrodzony. Autorką książki jest pani Janina Porazińska, lecz podtytuł "Baśnie ludu polskiego" daje do zrozumienia, że czerpała z folkloru i różnego rodzaju utworów staropolskich. Przy każdej z baśni jest z resztą stosowna informacja o tym z jakiego regionu kraju pochodzi dana historia. Czy to ważne? Dla mnie tak. W jakiś sposób cieszy mnie fakt, że nie wychowałem się na braciach Grimm czy Andersenie. Oczywiście nic do nich nie mam, po prostu lubię rzeczy mniej popularne, trochę inne. I takie bardziej "nasze".*