Było ciepłe czerwcowe popołudnie. Promienie Słońca rozświetlały Śródmieście dotykając wszystkiego delikatnie niczym ciepłe palce czułej kochanki. Prześlizgiwały się po pięknych elewacjach zabytkowych kamienic, odbijały refleksami od długich włosów niemniej pięknych dziewcząt spacerujących ulicą. Ulicą, która jeszcze nie tak dawno byłą wizytówką mojego miasta. Później niestety jak grzyby po deszczu zagranicznego kapitału wyrosły centra i galerie handlowe stając się nowymi atrakcjami turystycznymi, placówkami handlowo-rekreacyjnymi i przedmiotami świąteczno-niedzielnego kultu w jednym. Wspomniana ulica nie jest już taka jak niegdyś, wciąż jednak trwa na swoim miejscu. Jak milczący świadek zachodzących wokół zmian. Porzucona dziecięca zabawka z minionej epoki patrząca z pewnym smutkiem na konkurentki, które zajęły jej miejsce na najwyższej półce. Wszystkie są nowe, błyszczące, zasilane bateriami. Mają te fantastyczne i jakże modne świecidełka i wodotryski. A jednak nie mają czegoś, co posiada ona - ciśnięta w kąt szmaciana lalka. Nigdy nie będą tego miały. Mówię oczywiście o duszy...