W życiu każdego z nas są chyba takie chwile, kiedy czujemy się zagubieni jak dzieci w ciemnym lesie. Siadamy przygnębieni, łapiemy się za głowę i zastanawiamy co zrobić ze sobą, ze swoim życiem. W głowie kołacze się wiele pytań a oczekiwane odpowiedzi nie nadchodzą w cudowny sposób tak, jakbyśmy tego oczekiwali. I nie są to wcale wyłącznie sytuacje kryzysowe, gdy mówimy, że "życie nam się wali". Czasami po prostu pijemy kawę czy patrzymy w okno i nagle uderza nas to paskudne uczucie braku czegoś. Podstawowej wiedzy o samym sobie. No dobrze, pewnie nie wszystkich. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy potrafią przeżyć swoje życie w zasadzie nie zadając sobie takich pytań. Może mają to szczęście, że zwyczajnie znają odpowiedzi, są dla nich czymś naturalnym. A może nie i powinni te pytania czasami zadać?