Myślę sobie, że nasz drogi Kościół katolicki przechodzi kryzys, a jeśli nawet nie, to stoi u progu kryzysu. Kto wie, może podobnie jest z całym chrześcijaństwem czy religią w ogóle. Dlaczego tak jest? To proste. Przestają spełniać swoją funkcję. Religia i wiara przestały działać tak jak należy. Coraz trudniej odnaleźć w nich jakieś oparcie. Owszem ławeczki w świątyniach wciąż się zapełniają, ale jaką ich część zajmują ludzie starsi? Nasze babcie i dziadkowie, wychowani w wierze, wrośnięci w wiarę. Oni już się nie odwrócą od Kościoła. Bo i co by mieli zrobić z tym niedzielnym przedpołudniem? Do wielu młodych ludzi, to czego naucza się na nabożeństwie już zwyczajnie nie przemawia. Kościół traci z nimi łączność. Nie ma im wiele do zaoferowania.